Czyli tak naprawdę o mnie, o mojej pasji, o hodowaniu w moim wydaniu, o mojej rodzinie ukochanej rasy Bearded Collie

moje motto: Więcej wiesz, więcej kontrolujesz

Jako hodowca biorę udział w szerokich badaniach zdrowia BEARDED COLLIE COHORT STUDY, przeprowadzam badania i postępuję zgodnie z wytycznymi i etyką Brytyjskiego Klubu Bearded Collie.

Hodowla, hodowanie - moja wersja pojęcia hodowli

Czy jestem hodowcą? ... hmm... właściwie tak. Bardziej jednak jestem miłośnikiem ogromnym psów rasy Bearded Collie, ich właścicielką, a one dla mnie rodziną. Są najukochańszymi istotami, które nigdy mnie nie zawiodły, kochają bez pytania, kochają zawsze, kiedy mam więcej czasu i sił, i kiedy ich nie mam. Towarzyszą mi zawsze, są ze mną, za mną przde mną. Kocham każdego bez wyjątku i każdy jest bardzo wyjątkowy. Dziś mieszka ze mną dziesięć beardie.

Najstarsza obcenie jest Princess, CH Crown Princess Margareta, ur. 25.03.2006. Córeczka niezyjącego, cudownego Grega i niezyjącej już Bounty. To pierwsza sunia mojej hodowli, która została w domu.

W listopadzie 2009 roku urodziła się moja kochana CH Eden Smartness - Toffifee (Princess x Olivier) i CH First Lady Smartness - Merci (Bounty x Olivier). Obie pozostały w domu, tak było planowane.

W lutym 2011 roku przyszła na świat Sally, nie mogłam sobie odmówić szczenięcia tegoż miotu. Miałam cudowną mozliwość poznania zarówno jej mamy,taty, dziadków... Tak cudownych zwierząt, o tak słodkich, przyjaznych naturach i nienagannej budowie, famtastycznym lekkim ruchu, o doskonale wyrażonych cechach płci nie zapomnę nigdy. Dodatkowo tatuś w linii która nie jest częstą w rodowodach obecnych Beardie, linii, która zawsze mnie frapowała, interesowała, zachwycała. Tak oto zapadła decyzja i niebawem Sally - CH Farmarens New Gossip przyjechała ze Szwecji do mnie.

Jak wspomniałam, 25 marca tegoż roku - 2011 roku, ok. miesiąc po narodzinach Sally narodziły się ostatnie dzieci Bounty, w pośród nich moja Lalusia, LaPerla jak miała mieć na imię, ale... została Lalusią, CH Glamis Castle Smartness. Musiałam zostawić sobie tę istotkę, która tak bardzo przyponinała i przypomina Bountusię... niemal jej kopia, pięć lat młodsza siostra Princess.

Tego samego roku, w październiku urodziła się Bella, CH HowkeyeBelle Smartness, i choć nie było w zamiarze aby została, w domu były dwa maluchy, Sally i Laperla... ale los zdecydował inaczej. Jedna osoba, która miała ją mieć jako najlepszą suczkę wybrała inną, a kolejna osoba tuż przed odbiorem - zrezygnowała i... Belluś została. Była i jest piękna, widać miała zostać.

No i tak, na dzień dzisiejszy w 2019 roku wszystkie wyżej wymienione psiaki zaczynają etap weteranów, ich emerytury, niechaj się cieszą życiem, i będą ze mną jak najdłużej.

Grudzień 2013 roku, Boże Narodzenie. Przychodzą w Anglii na świat 2 mioty szczeniąt, zaplanowane, przemyślane, z których chciałam wybrać dla siebie psa. Greg już miał swoje lata, a ja mimo uśilnych starań nie mogłam znaleźć w realnej odległości psa reproduktora, o rodowodzie zdecydowanie odmiennym od tego co miałam w domu. No i tak, z poczatkiem kolejnego roku zawitał do mnie Lindor CH Roxilyn Christmas Truffle (CH Potterdale Pisces x Bryonyhill Treple Treacle)

Rok 2015, przychodzą jesienią pierwsze Lindorowe dzieci. M.In. Nanette. Urodziła się z nadpękniętą pępowiną. Udało się ją zaszyć. Niestety w kolejnych tygodniach okazało się iż ma ogromną przepuklinę... nie tylko pępkową a i przeponową. Właściwie pępowina to były strzępki. Czy popękała w trakcie narodzin, czy później? Nieważne. Opareację przeżyła, miała zaledwie 8 tygodni, ok. 2 kg wagi, ale... ale z uwagi na fakt praktycznie braku przepony wszystkie organy poprzesuwały się i splątały. w 3 miesiące po operacji pojechała do Karen, hodowcy Lindora, do Anglii na sześć miesięcy aby hydroterapia pomogła jej w rozwoju i rehabilitacji. Wróciła w doskonałej kondycji, ale z uwagi na to co się działo, z uwagi na jej bezpieczeństwo i zdrowie, i na to, że ... ech.... choć nie było w planie kolejnego beardie w domu, musiała zostać i jest moją zabaweczką. Nie jest sunią ani wystawową ani hodowlaną. Dzieci nigdy mieć nie będzie.

W 2016 roku przychodzą dwa Lindorowe mioty na świat. Matką pierwszego miotu jest Lalusia. Tragiczny przypadek, o którym na blogu sallyilaperla.blogspot.com, strach, łzy, połamane serce... ale udało się. Decyzja - Lalusia już nigdy więcej dzieci mieć nie będzie, nie dam rady przeżyć ryzyka. No i już nie miała... ale ma Lalusię.

Matką drugiego została jest Toffifee. Zauroczyła mnie jej czarna sunia. Dostała imię Royal Quinn Elizabeth... miała zostać. No ale nie zawsze plany wychodzą. CH Pure Gold Smartness cały czas czekała na swoją rodzinę, ale nikogo nie akceptowała, a Elizabeth rozkochała w sobie ludzi, którzy dla towarzystwa Briarda chcieli właśnie birdoła. No i? no i pojechała! Pure Gold okazała swoją radość i zwycięstwo i...musiała zostać. Pure Gold została Goldi, ta znowu.. Goldi doldi... aż została Dodo :-) moje wyzwanie i cudowna czekoladka.

Rok później Merci doczekała się swojego ostatniego miotu, który rodowodowo odbiegał od Lalusiowo-Gregowych dzieci. Nie planowałam, zdałam się na los... ale jej cudne łapeczki jak w rękawiczkach, charyzma, elegancja i urokliwość godna Chanel nie pozostawiła mi wyboru. I tak oto zostało ze mną jej dziecko - CH Solei Smartness - mały, śmieszny, nazywany Czóbkiem łobuz. Nie żałuję, zjadłabym ją nawet bez łyżeczki!

No i tak oto dobrnęliśmy do końca, oto i cała moja rodzinka - ja i 10 kudłatych. O tym, czy Dodo lub Solei będą miały kiedykolwiek dzieci? nie wiem... jeszcze nie zdecydowałam.

a jak to wszystko się zaczęło? jeśli masz ochotę poczytać dalej, zapraszam:

Nie pamiętam dnia w moim życiu, w którym nie pragnęłam mieć psa, a nawet kiedy już miałam jednego, pragnęłam ich mieć więcej. Pierwszego psa - suczkę, kundelka, dostałam na Święta Bożego Narodzenia 1980 roku, i były to najpiękniejsze i najwspanialsze święta mojego życia. To dzięki sąsiadce, Pani Eli, która tylko sobie znanym sposobem przekonała moją mamę aby wzięła od niej szczeniaka dla córki... Jak ja jestem wdzięczna losowi, że dane mi było mieć przyjaciół w osobach Pani Eli i Staszka.
Do tego czasu, mogłam czasami zabierać mamę Cory, Bellę na spacery, czesać ją, bawić się czasami.. ale to nie to samo co własny pies.. więc marzyłam... i we wszystkich marzeniach towarzyszył mi kudłaty piesek podobny do Polskiego owczarka nizinnego, tyle, ze zawsze miał piękny ogon...
Cora była kundelkiem w kolorze mlecznej czekolady, uosobieniem wszystkiego czego pragnęłam, a dziś już wiem, że posiadała wszystkie cechy Bearded Collie, choć wtedy zupełnie nie miałam pojęcia że istnieją. Mamą jej była suczka Bella - mieszaniec spaniela czekoladowego z owczarkiem polskim nizinnym, tatusiem był czarny pudel. Ot, taki koktajl psów rasowych, to się zdarza :-)... niestety nie tak często jak byśmy tego chcieli, stąd, moje przekonanie, że pies rasowy, nad którego naturą i wyglądem pracowano od lat jest lepszym wyborem, ale wtedy.. wtedy nie miałam wyboru, to było zrządzenie losy, Dar, za który po dziś dzień dziękuję!
Jej ogromne oddanie, miłość, niesamowita inteligencja tworzyły niesamowity układ pomiędzy nami. Byłyśmy nierozłączne. Razem spędzałyśmy każdy wolny czas... każdy trening na koniach spędzałyśmy razem, każde wakacje, razem opuściłyśmy dom rodzinny aby studiować na wydziale zootechnicznym Akademii Rolniczej w Poznaniu, razem na praktykach, czasem nawet w kinie, kawiarni... właściwie razem wychodziłyśmy za mąż :-), razem opiekowałyśmy się moim synem gdy przyszedł na świat... wydawałoby się że tak musi być wiecznie... ale odeszła, zbyt szybko. Wciąż żywa w mej pamięci i w sercu. Nie było niczego czego mogłabym bardziej pragnąć niż jej powrotu do cielesnego życia. Świat wydał się pusty, bezgranicznie... CZARNA DZIURA... Cora, właśnie ona zbudowała do końca mój ideał marzeń i celów.
Szukałam panicznie psa choć w ogólnym zarysie podobnego do niej. Polskiego Owczarka Nizinnego, ale nie było dostępnych szczeniąt. Zrządzeniem losu trafił do nas z w tym samym roku - październiku 1989 Terier Tybetański imieniem Charm Hazo CS (Czechy) - pierwszy rodowodowy pies. Z wyglądu podobny do PON-a, z ogonem, ale zakręconym na grzbiet.. Chciałam aby nieco uspokoił moje rozkołatane serce. Niestety, charakter i natura tych psów bardzo odbiega od tego, czego pragnełam, bardzo rózną się od charakteru i natury Cory... Niestety, bardzo nieliczne (w Polsce pierwszy). W książkach niewiele danych, hodowca zapewniał mnie, że to włąsnie to o czym mówię, że to mimo wszystko pies pasterski (fakt)... ale nie taki jakiego się spodziewałam... a może... może nie byłam gotowa na to, aby jakikolwiek pies ukołysał me serce? a może inaczej, za bardzo błagałam go o zainteresowanie, o okazanie miłości, o czułość o miłość? sama ustawiając się w nie takiej pozycji w jakiej należało? ... tak czy owak, przyszedł do nas Charm, urokliwy jak imię, niesamowicie bystry ale... ale i niesamowicie niezależny, buńczuczny, często zawadiacki, złośliwy (o tak!)... kochałam go bardzo, i mimo,że nie spełnił moich marzeń, zostawił w sercu coś szczególnego, ogrom wspomnień, opowiastek do dziś opowiadanych i bawiących przyjaciół... i wiedzę, o psach i mnie samej. Kochałam go, bo inaczej być nie mogło...
Jak na ironię, w tym samym roku kiedy przyszedł do nas Charm, na poznańskiej wystawie po raz pierwszy zobaczyłam psa, który do złudzenia przypominał mi Corę z wyglądu i zachowania. Patrzyłam na nie jak urzeczona i mówiłam jak nakręcona "to ten, tylko ten, taką suczkę muszę mieć!". Były tylko trochę większe...
Wtedy nie dotarłam do właścicieli, nie dowiedziałam się co to za rasa, ale już wkrótce było mi to dane. Spotykaliśmy je na wystawach, najczęściej uroczą płową Bombę w Górę Cud Nad Wisłą. Zakochałam się w tej rasie do reszty. Już nie było wyjścia - czekaliśmy tylko na okazję. Małżonek bardzo chciał też mieć psa. "Jeśli już - to tylko Bearded Collie" - brzmiała moja odpowiedź.
Bomba wiosną 1991 roku miała szczenięta, i tak zaczęła się moja i nasza przygoda z Bearded Collie.

Przyszła do nas PLCH Perskie Oko Bomba w Górę w wkrótce potem przybył Pl CH Shepherdess Fats Waller.
Tak, Bearded Collie to był pies moich marzeń, wcielenie natury Cory, dokładnie wpisujące się w moje marzenie. Zaczęło się coś co wytyczyło moją drogę. Od tego czasu, przez te wszystkie lata zdobywam wiedzę, uczę się się ich, a zgłębianie tajników tej cudnej rasy stało się moim hobby i celem samym w sobie.
INT JPL PL SLO CZ DE Club-VDH CH Zw.Europy Środkowej i Wschodniej Boogie - Beardcapers Yes Sir I Can Boogie suczka importowana ze Szwecji to był kolejny krok w przyszłość. Realizacja marzenia o Bearded Collie coraz bliższemu standardowi rasy. Nie dała szczeniąt, ale za jej przyczyną stało się tak wiele potem... i potoczyło się wszystko ku temu, co mam obecnie.
Moje studia nie były przypadkowe, studiowałam to co kocham i czemu swe serce oddaję bez obaw. Hodować.... ale jeśli hodować, to coś co jest tego warte i dla ludzi którzy na to zasługują - a więc Bearded Collie dla ludzi o wielkim sercu i wielkiej wrażliwości, szukających przyjaciela czułego i oddanego, który potrafi rozbawić, pocieszyć, i stać się kimś kogo zastąpić się nie da, wtopić się w rodzinę.

Niemal dwudziestoletnie doświadczenie, cała moja wiedza nie tylko o Beardie dały mi podstawy do zbudowania mojej własnej ideologii, tego do czego dążę i co jest dla mnie najważniejsze:

Hodowla to nie tylko posiadanie suczki i czasem szczeniąt. Hodowla to tworzenie w określonym celu, z określonych powodów i na określonych podstawach. I tylko taka mnie pociąga, i tylko taka mnie interesuje.


Free web hostingWeb hosting